Sobotni poranek 30 listopada – wsiadamy do samochodu: moja żona Anna, córka Zuza i ja – i pędzimy do Berlina. Jazda przebiega spokojnie, nie licząc gorących dyskusji dotyczących planów turystyczno-towarzyskich w Rosji. Na lotnisku zostawiamy samochód na parkingu strzeżonym i udajemy się się do odprawy – na samolot do Sankt Petersburga. Trochę śmieszne – wylatujemy z Berlina o 12.00 i lecąc 3 godziny lądujemy o… 17.20 w Rosji. Wita nas ona lekkim mrozem ok. -5 stopni i śniegiem. Na lotnisku czekał na nas kierowca przysłany przez przyjaciół fajczarzy. Dowiadujemy się, że bankiet fajczarski odbędzie się od godziny 19.00, tak więc mamy mało czasu, bo do hotelu przez miasto i korki jedzie się około godziny. Petersburg wieczorem jest pięknie oświetlony, czuć zbliżające się święta (dla Rosjan to Nowy Rok). Pokazuję dziewczynom mijane zabytki: Bramę Zachodnią, Pomnik Zwycięstwa Obrońców Leningradu, Issakowskij Sobór i inne charakterystyczne dla tego miasta miejsca. Mieszkamy w hotelu Pribałtyjskim. Pokoje czyste i z nowoczesnym wystrojem, w naszym ocenach ma około 3,5 gwiazdki.
Zaraz po pozostawieniu bagaży w pokoju schodzimy we trójkę na bankiet powitalny dla uczestników Turnieju o Puchar Piotra Wielkiego. Spotkamy tam wielu znanych mi Rosjan, z którymi w radosnej atmosferze spożywamy różne trunki, tak charakterystyczne dla braci słowiańskiej (ach, ten Russkij standard).

Bankiet trwał do rana ale nie wszystkim starczyło sił aby dotrwać do końca – w tym i temu, które kreśli te słowa.
(więcej…)